Stanley Ruszczynski: Bycie psychoanalitykiem w czasie pandemii koronawirusa. Kilka bardzo wstępnych osobistych myśli i doświadczeń

Wybuch pandemii koronawirusa poskutkował rządowymi zaleceniami i wskazówkami dla organizacji zawodowych, do których należę. Doprowadziło to do tego, że przestałem się spotykać z moim pacjentami w gabinecie i po omówieniu tego z każdym z nich zacząłem prowadzić wszystkie „sesje” przez telefon. Zaczęło się to dwa tygodnie temu.

Z moich trzech par, mających dzieci poniżej 10 roku życia, dwie nie zdołały póki co wygospodarować czasu i przestrzeni gwarantującej prywatność, z dala od swoich małych dzieci, więc nie mamy żadnego kontaktu. Trzecia para zasugerowała, a ja się na to zgodziłem, że problem z opieką nad dziećmi rozwiążą tak, że będą mieć indywidualne sesje, to znaczy, że jedno z nich będzie rozmawiać ze mną przez telefon, gdy drugie będzie zajmować się dziećmi. W związku z tym od ostatniego tygodnia zamiast jednej wspólnej mamy dwie indywidualne sesje w tygodniu. Wszystko to tylko przypomina o kluczowej potrzebie zachowania prywatności i poufności w procesie psychoterapeutycznym.

Jeśli chodzi o moich pacjentów indywidualnych, dwóch przychodzących na sesje raz w tygodniu przerwało terapię ze względu na utratę pracy (dziennikarski wolny strzelec oraz aktorka). Bali się o swoje dochody i nie byli chętni kontynuować pracy przez telefon.

Siedmiu innych moich pacjentów, będących dwa lub trzy razy w tygodniu na kozetce, opowiedziało się za kontynuowaniem terapii przez telefon. Umówiliśmy się, że będą do mnie dzwonić w godzinie swoich sesji. Pracowałem z nimi w ten sposób przez ostatnie dwa tygodnie. Dziś z kolei zaczynam dwutygodniową przerwę Wielkanocną.

Zdaję sobie sprawę, że część kolegów zamiast korzystać z telefonu kontynuuje terapię używając tylko połączeń video lub kombinacji video i audio. Myślę, że wszystkie te rozwiązania mają swoje uzasadnienie. Wiem też, że niektórzy koledzy umawiają się, że to oni dzwonią do pacjenta w godzinie sesji. Myślę, że to z kolei jest błędem.

Obok będącej w tle utraty wielu aspektów zewnętrznej rutyny i rytmu codziennego życia, przeżywam tę profesjonalną zmianę jako dużą stratę mojej zwyczajnej praktyki klinicznej, wymuszoną na mnie (na nas wszystkich) przez okoliczności zewnętrzne. Czuję się nieswojo musząc nagle porzucić dobrze znaną psychoanalityczną ramę, która służyła mi za kontener i przez to dawała poczucie bezpieczeństwa.  Niepokoiło mnie moje poczucie straty i niepewności i być może po to, by je skontenerować, zacząłem robić bardzo krótkie notatki dotyczące tego, czego doświadczałem, co mówili mi moi pacjenci i co rozumiałem jako dynamikę pracy wynikającą ze zmian w settingu.

To, co znajduje się poniżej to te właśnie notatki, nieco uporządkowane i podzielone na „kategorie”. Nie przemyślałem ich jeszcze w pełni i z pewnością nie przeczytałem ani nie zbadałem jeszcze, co być może inni klinicyści powiedzieli lub napisali albo czego doświadczyli.

Psychoanalityk

Najpierw o mnie! Choć pozornie umówienie się z moimi pacjentami na „sesje” telefonicznie przyszło mi stosunkowo łatwo, miałem w związku z tą zmianą dużo niepokoju. Czułem, że zostałem do niej zmuszony, obawiałem się, że ten niepokój będzie widoczny dla moich pacjentów, zasmuciło mnie to, że dwoje z nich poczuło, że musi przerwać leczenie i zdawałem sobie sprawę, że wszyscy znajdujemy się w cieniu nagłej, niespotykanej i nieprzewidywalnej pandemii, która zdawała się być wszechogarniająca. W dużej mierze brakowało mi poczucia, że rodzicielski rząd ma jakąś kontrolę i otacza opieką… Czułem, że zniknęła znaczna część znajomych struktur życia osobistego/rodzinnego, społecznego, kulturalnego i zawodowego… Moim dniom i tygodniom zaczęło brakować swojskiego wzorca… I nie ma żadnej perspektywy końca. Myślę, że właśnie ten brak perspektywy końca jest dla mnie szczególnie zaburzający.

Część moich spotkań zawodowych (superwizje, konsultacje, nauczanie etc.) została odwołana, a część zaczęła się odbywać za pośrednictwem telefonów konferencyjnych lub Zooma, którego obsługi musiałem się szybko nauczyć (na szczęście nie było to takie trudne!).

Przypuszczalnie na skutek tego wszystkiego stałem się bardzo zmęczony i zacząłem odczuwać regularny umiarkowany ból głowy. Poczułem, że patrzenie godzinami na ekran Zooma (czasem dwa dwugodzinne spotkania mniej więcej tuż po sobie) jest dla mnie bardzo dezorientujące – patrzę na twarze na ekranie, a one patrzą na mnie… tyle że ich oczy NIE patrzą na mnie, ale na ekran, który mają przed sobą! Frustrujące było dla mnie również to, że technologa nie zawsze była stabilna i czasem zawodziła, trzeba było ponownie nawiązywać połączenie, co czasem nasilało moją irytację.

Myślę, że podczas tych dwóch tygodni wyłoniły się dwa szczególnie interesujące zjawiska kliniczne/przeniesieniowo-przeciwprzeniesieniowe. Do obu pacjenci albo odnosili się bezpośrednio, albo były one obecne w ich materiale, a czasem jedno i drugie miało miejsce.

Intymność?

Pierwsze to intymność. Rozmawianie przez telefon przez część pacjentów było doświadczane jako bardziej „intymne” niż leżenie na kozetce w mojej obecności, w zaciszu i prywatności mojego gabinetu. Początkowo byłem tym zaskoczony, ale zdałem sobie sprawę, że dystans fizyczny obecny między mną a pacjentem w przestrzeni gabinetu może być przeżywany jako nieobecny podczas rozmowy przez telefon i w gruncie rzeczy jest w takiej sytuacji nieobecny.

W pewnym momencie miałem fantazję, zwłaszcza z jedną z pacjentek, która jako pierwsza zwróciła moją uwagę na tę dynamikę, że dzieli nas jedynie grubość telefonu. Niektórzy inni pacjenci również mówili o tym, że rozmowa telefoniczna wydaje się być bardziej intymna ze względu na to, że jest to zwykle forma komunikacji między nimi a rodziną lub bliskimi przyjaciółmi oraz że trudno jest pozostać przy celu „sesji”.

Nie do końca jeszcze to rozumiem, ale jest w tym coś, w co warto się wsłuchać, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że wszyscy moi pacjenci musieli dokonać tej ogromnej zmiany w settingu i w swoim leczeniu.

Może byłoby inaczej, gdyby terapia zawsze odbywała się przez telefon? Może inaczej było by gdyby pacjenci nie byli zmuszeni do takiego „skoku w dojrzewaniu”, polegającego na nagłym przejściu od regresji wpisanej w korzystanie z analitycznej kozetki do „dorosłej” rozmowy przez telefon?

A może w psychoanalitycznej relacji i spotkaniu zawsze jest intymność, którą maskują rytuały tego procesu?

Psychoanalityczna rama i setting

Innym dużym i ciekawym zagadnieniem, które się wyłania, jest przypomnienie tego, jak kluczowa i istota dla naszego doświadczania samych siebie jest psychoanalityczna rama i związana z nią rola otoczenia.

Dochodzę do wniosku, że psychoanalityczna rama tak naprawdę składa się z: pacjenta przemieszczającego się na sesję, dostępności poczekalni, widocznej, fizycznej i emocjonalnej obecności analityka w jego gabinecie, wzajemnego psychosomatycznego doświadczenia między pacjentem i analitykiem, dostępności poczekalni na koniec sesji oraz powrotu do domu/pracy po sesji.

Zdałem sobie sprawę, że WSZYSTKIE elementy tego procesu tworzą psychoanalityczną ramę i setting, dając doświadczenie kontenerowania. Choć oczywiście to miejsce w umyśle analityka jest podstawowym kontenerującym „środowiskiem” czy też settingiem dla pacjenta, fizyczne otoczenie i warunki zapewnione przez analityka muszą być zewnętrzną reprezentacja tego settingu psychicznego.

Czy mogę ośmielić się i powiedzieć, że opisuje tutaj to, na co mógł zwrócić uwagę Winnicott swoim pojęcie środowiskowego „trzymania”, w obrębie którego zachodzi to, co Bion zawarł w swoim pojęciu psychicznego „kontenerowania”? Czy możemy uznać, że uwewnętrznienie doświadczania psychicznego kontenerowania ma większe szanse zaistnieć w fizycznym środowisku będącym wyrazem tego kontenerowania? Czy istnieje niebezpieczeństwo, że pod nieobecność tego fizycznego środowiska analityk czuje presję dawania werbalnego rozumienia, a nie pacjent stopniowo dochodzi do rozumienia na skutek bycia kontenerowanym przez zrytualizowane trzymające środowisko procesu psychoanalitycznego?  

Podążając za tą myślą zacząłem się też zastanawiać, czy nie jest tak, że nie doceniamy miejsca rytuałów w naszych życiach. Nie tylko tych bardziej oczywistych związanych z narodzinami, śmiercią czy zawieraniem związków małżeńskich, ale rytuałów połączonych z innymi aktywnościami, które znakują ważne, ale z pozoru prozaiczne doświadczania, takie jak opisany powyżej rytuał procesu psychoanalitycznego.    

Korzystanie z telefonu ogranicza, a może nawet usuwa większość z tych środowiskowych struktur i rytuałów. Pytanie, czy to stanowi zagrożenie albo czyni trudniejszą albo ogranicza możliwość kontenerowania?

Zewnętrzne i wewnętrzne środowisko

Blisko z tym związana jest kwestia aktualnej natury naszego współczesnego środowiska zewnętrznego. Większość z naszych pacjentów jest pacjentami ponieważ ich uwewnętrznione środowisko jest niepewne, zagrażające, prześladowcze i niebezpieczne. Zostali w trakcie swojego rozwoju psychologicznie, a czasem fizycznie, uszkodzeni przez toksyczność wczesnych doświadczeń ze środowiskiem, które nie chroniło ich w dostateczny sposób ani nie zapewniało aprobaty niezbędnej do zdrowego urzeczywistnienia ich poczucia self. Z dużym prawdopodobieństwem brakowało im niezawodnych i życzliwych relacji, były one pokawałkowane albo rozbite.

Gdy to wewnętrzne toksyczne środowisko zaczyna być odzwierciedlane przez realność środowiska zewnętrznego, co się dzieje z obronami wykształconymi w celu poradzenia sobie z niepowodzeniami rozwojowymi?

Jednemu z pacjentów, któremu bardzo trudno zajmować się wewnętrzną prześladowczą, intruzywną i toksyczną figurą rodzicielską, co skutkuje bardzo pasywnym i niemal masochistycznym sposobem bycia, grozi utrata pracy w wyniku spowodowanego pandemią kryzysu w jego branży. Jest emocjonalnie i werbalnie wściekły na tego zewnętrznego prześladowcę i wyraża to w sposób, którego nie doświadczyłem w trakcie dwóch lat jego terapii! Obawiam się, że możliwość projektowania zagrażającego wewnętrznego obiektu z wnętrza na rzeczywistość, na zagrożenie pochodzące z zewnątrz może umocnić tę strukturę obronną.

Dwóch innych pacjentów, zaniepokojonych własną seksualnością i męskością oraz dorastających w cieniu odnoszących sukcesy, wpływowych (i nieobecnych) ojców, pracuje teraz na pierwszej linii ognia w służbie zdrowia zajmującej się pandemią. Każdy z nich jest blisko niebezpiecznego bycia nadmiernie aktywnym i „entuzjastycznym” w związku z rolą jaką pełni na froncie walki przeciwko wirusowi. Jeden z nich powiedział w tym tygodniu: „przynajmniej mogę mieć wielkiego kutasa”. Obydwu grozi wpadnięcie w zaburzający, spolaryzowany „świat małego/dużego kutasa”, w którym w swych medycznych rolach poczują się wszechmocni wobec zewnętrznego zagrożenia i w którym mogą zignorować niezbędne środki ostrożności oraz ochrony osobistej.

 W przypadku jednego z tych pacjentów złapałem się na tym, że dość konkretnie ostrzegłem go przed możliwie niebezpiecznym stopniem podekscytowania i entuzjazmu związanego z jeżdżeniem do szpitala. Ogromny podziw, szacunek i wdzięczność, jaką społeczeństwo odczuwa i coraz bardziej otwarcie wyraża (jak najbardziej adekwatnie) wobec pracowników służby zdrowia, wywołało u obydwu tych pacjentów uczucie, że w końcu są uznani i sławni…ale obawiam się, że to uczucie żywi się omnipotencją, która może być obroną przeciwko wewnętrznemu poczuciu impotencji i niepewności.

To wszystko…

Te myśli są wynikiem prób radzenia sobie ze zmianą w praktyce analitycznej w czasach pandemii korona wirusa oraz jak mówi Bion „jak najlepszego wykorzystania złej pracy”. Oprócz tych powyższych notatek, są jeszcze inne elementy czy pierwsze myśli, które pominąłem… Byłoby interesujące mieć pewnego dnia okazję by w gronie kolegów przedyskutować i pogłębić refleksję na temat praktyki analitycznej w tym niezwykle trudnym czasie, którego wszyscy doświadczamy.

3 kwietnia 2020.

 


Tłumaczenie: Barbara Suchańska

Photo by Fusion Medical Animation on Unsplash

Psychoanalityczna praca z parami i rodzinami – szkolenie z Danielą Lucarelli.

Daniela Lucarelli

Daniela Lucarelli jest włoską psychoanalityczką, przewodniczącą sekcji Psychoterapii Par i Rodzin EFPP. 

Szkolenie z zakresu psychoanalitycznej pracy z parami i rodzinami odbyło się 19 i 20 października 2019 w Specjalistycznej Poradni Rodzinnej Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy.

Połącznie – el vinculo – the link

Lucarelli w swojej pracy mocno inspiruje się teorią połączenia (el vinculo, the link,), której autorem jest psychiatra i psychoanalityk Pichon Riviere. Więcej o tej teorii będą mogli Państwo usłyszeć podczas naszej V Konferencji, której Daniela Lucarelli będzie jedną z prelegentek. W tym miejscu przedstawię jedynie najważniejsze punkty tej koncepcji.

Połączenie to: „złożona struktura, która obejmuje swoim zakresem podmiot, obiekt oraz ich wzajemną interakcję”. Pichon Rivere widzi połączenie jako strukturę, która zawiera w sobie relację z obiektem i stanowi podstawę do obserwowania interpersonalnego wymiaru w parze. Perspektywa połączenia pokazuje, że każdy członek pary jest zarówno w kontakcie z obiektami wewnętrznymi jak i zewnętrznymi. Istotne jest to z jakimi wewnętrznymi obiektami identyfikują się partnerzy, ale najważniejszym punktem zainteresowania jest to jakie wzajemne połączenia tworzą między sobą na bazie tych identyfikacji.

 

Implikacje kliniczne

Podczas tego dwudniowego szkolenia skupiliśmy się głównie na analizie sytuacji klinicznych. Teoria połączenia zakłada, że każdy z nas tworzy z różnymi ludźmi odmienne połączenia, w których pokazuje i ukrywa różne aspekty swojego self. Relacja pary jest szczególna, ponieważ wydobywa pewne aspekty self, ale też pozwala unikać innych, co może zapobiegać patologii jednostki.

Z tego założenia wpływają praktyczne zalecenia: pracujemy z połączeniami, połączenia zmieniają się w czasie także setting też może się zmienić: spotkania rodzinne mogą przeplatać się ze spotkaniami z samą parą, do terapii pary można zaprosić dzieci itp. Jak najbardziej możliwa i zasadna jest też np. praca z rodziną, z dorosłymi dziećmi niemieszkającymi już razem z rodzicami. Omawialiśmy właśnie taki przypadek, w którym dwie dorosłe córki zmagały się z epizodami psychotycznymi mającymi swe podstawy w naturze połączeń między członkami rodziny. Prowadząca podkreślała konieczność pracy z całą rodziną w przypadku psychoz: „szczególnie istotne jest to na początku kryzysu, kiedy trzeba zmienić połączenie między członkami rodziny po to, by mogło dojść do wyodrębnienia poszczególnych osób i dalszej pracy indywidualnej”.

 Połączenia stale się zmieniają, także istotnym pytaniem jakie może stawiać klinicysta podczas pracy z parami czy rodzinami jest pytanie o to, co się zmienia w połączeniu albo dlaczego do zmian nie dochodzi, kiedy jest to naturalny moment na zmiany. Bardzo ważne jest pamiętanie o tym na jakim etapie życia jest rodzina i z jakimi naturalnymi kryzysami może się mierzyć. Daniela Lucarelli odwoływała się do koncepcji Pugeta i Berenstein, którzy głównie koncentrowali się na tym, co blokuje zmiany w połączeniu.

W pracy z rodzinami Lucarelli podkreślała znaczenie badania fantazji na temat miejsca zajmowanego przez daną osobę w rodzinie; czy rodzice i dzieci podzielają swoje fantazje czy są one odmienne?

Pewnie znajdą Państwo tutaj podobieństwa do teorii relacji z obiektem czy systemowego sposobu myślenia o rodzinie. Podczas szkolenia też wspólnie zastanawialiśmy się nad tymi podobieństwami i różnicami. Chciałabym zakończyć wypowiedzią Danieli Lucarelii podsumowującą te rozważania:

„To, w jaki sposób para tworzy swój świat jest bardzo skomplikowanym procesem. Im więcej mamy tych wszystkich koncepcji i modeli, tym więcej punktów widzenia na to, co dzieje się w parze i większe szanse na zrozumienie”.

 

Literatura:

Nicolo A.M., Benghozi  P., Lucarelii D.: “Families in Transformation: A Psychoanalytic Approach”, Karnac Books, 2014

Morgan M: “Stan umysłu pary”, Oficyna Wydawnicza Fundament, 2019

Opracowała: Karolina Pniewska

Photo by Allie Smith on Unsplash

 

„Żyjąc w nienawiści – żyjąc w miłości. Nadawanie znaczenia w psychoterapii par”

Po pomoc często zgłaszają się pary owładnięte nienawiścią, stałymi, powtarzalnymi kłótniami, pragnieniem zemsty oraz niekończącym się narzekaniem. W takich warunkach, partnerzy tracą kontakt z miłością oraz wiarą w to, że można ją ponownie odnaleźć oraz ożywić. Rozstanie jest jedyną rzeczą, którą mogą sobie w takiej sytuacji wyobrazić. Widzimy tutaj paradoks: z jednej strony, mamy parę, która doszła do wniosku, że chce się rozstać, a z drugiej strony parę, która przychodzi po pomoc. Nie można tutaj przeoczyć faktu, że psychologiczna potrzeba bycia dwiema odrębnymi osobami współistnieje z nieświadomym życzeniem oraz nadzieją na to, że relację można naprawić.
Wiele par zgłasza się do nas pogrążona w chaotycznym stanie, w którym brakuje „narracji” nadającej znaczenie. Bardzo często partnerzy nieświadomie projektują w siebie nawzajem niechciane części, co stwarza dezorientującą i niepokojącą sytuację, w której niemożliwe staje się wyplątanie swojego self z drugiego. Terapia może nie tylko pomóc jednostkom wyplątać się z tego stanu, innymi słowy: odseparować się, ale też pomóc znaleźć ich indywidualną oraz wspólną narrację.
Ta narracja zbudowana jest zarówno ze świadomych jak i nieświadomych „historii”. Wiążą się one nie tylko ze wspomnieniami doświadczeń ale również z umiejętnością myślenia o nich i łączenia w taki sposób by powstała osobista historia. Jest to kluczowa umiejętność w rozwoju osobistej tożsamości.
W swoim wystąpieniu pokażę jak takie podejście do terapii par, wymagające dostrzegania rzeczy w kontekście doświadczeń z przeszłości oraz rozwoju głębokiego rozumienia, pozwala partnerom na tworzenie zarówno osobistego jak i wspólnego repertuaru znaczeń.
Tekst: Joanna Rosenthall
Photo by DESIGNECOLOGIST on Unsplash

„Romans wewnątrzmałżeński: erotyzm i sadyzm w sypialni”.

Prof. Brett Kahr podzielił się z nami podczas swojego konferencyjnego wystąpienia kilkoma fascynującymi historiami pracy z parami. W części klinicznej, przypominał pierwszą parę, która zgłosiła się w związku z tym, że … mąż kupił złe masło.
W codziennej praktyce spotykamy się z parami, które zgłaszają w kontekście pozornie prostych, jak bułka z masłem, sytuacji. Jak powiedział prof. Kahr: “możemy sobie wyobrazić, że dobrze funkcjonująca para poradzi sobie sama. Jeśli jednak zgłaszają się w tej sprawie po pomoc, możemy przypuszczać, że na wczesnym etapie życia partnerów musiało dojść do jakiegoś niedopasowania, do sytuacji, w której żadne z nich nie mogło być w pełni widziane”.
W swoim wystąpieniu zaakcentował potrzebę głębokiego rozumienia pary i poszukiwania znaczeń w tych, z pozoru błahych sytuacjach:
“[…] jako osoby praktykujące psychoanalizę mamy poniekąd obowiązek, by sięgnąć nieco głębiej i zbadać nieświadome siły, które leżą u podłoża cierpienia pomiędzy małżonkami. Choć to prawda, że utrata pracy wpłynie na poczucie szczęścia w małżeństwie, to jednak psychoterapeuta powinien badać nie tylko wpływ tej utraty, ale również jej nieświadome elementy, takie jak np. nieświadomy sabotaż, który mógłby przyczynić się do samego faktu utraty pracy. Podobnie, choć wiadomo, że romans pozamałżeński może być dewastujący dla tych, którzy są w niego uwikłani, to jako psychoterapeuci powinniśmy przede wszystkim pracować w taki sposób, żeby pomóc parze zrozumieć tajną, sadystyczną psychodynamikę, która mogła przyczynić się do tego zabójczego pozamałżeńskiego rozegrania.
[…] Biada terapeutom, którzy skupiają się wyłącznie na wydarzeniach ze świata zewnętrznego, kosztem złożonych, zawiłych często niedostępnych nieświadomych fantazji. I biada pacjentom, których terapeuci uwagę swoją kierują jedynie na zewnętrzne przejawy symptomu, zamiast skierować ją na jego wewnętrzne, ukryte, tajemnicze przyczyny”.
Bibliografia: Prof. Brett Kahr „Romans wewnątrzmałżeński:erotyzm i sadyzm w sypialni”, tłum. Jacek Mądry w: Materiały konferencyjne IV Konferencji „Pracując Psychoanalitycznie z Parami”, Warszawa 2019.
Opracowanie: Karolina Pniewska
Tłumaczenie: Jacek Mądry
Photo by Taurean Hill on Unsplash

Czy obrączki mają początek?

Joanna Rosenthall w poruszający sposób zakończyła swoje wystąpienie podczas IV Konferencji:

“Chciałabym zakończyć myślą dotyczącą symbolu małżeństwa – wymiany złotych obrączek, które są postrzegane jako doskonały okrąg, bez początku i końca.  A jednak obrączki mają początek. Skała zostaje wykopana spod ziemi. Metal jest upłynniany w piecu rozgrzanym do tysiąca stopni, następnie wlewany do formy, schładzany i pieczołowicie wygładzany. Coś pięknego powstaje z surowych elementów poddanych ekstremalnym warunkom. Większość historii obrączki pozostaje niewidoczna. Obecne są w niej przemoc, ból i żar. Bycie w parze jest czymś takim… i terapia też taka jest… – to praca w brudzie i płomieniach.
Początki są trudne, to zaręczyny między niedoskonałymi istotami. To proces tworzenia czegoś pięknego i znaczącego, a zarazem niedoskonałego, w miejscu, w którym wcześniej nie było niczego…”

Abstrakt wystąpienia Joanny Rosenthall do przeczytania tutaj

Informacje na temat IV Konferencji tutaj

Psychoterapia par: leczenie rozmową czy leczenie słuchaniem?

W dyskusji materiału klinicznego przedstawionego przez Iwę Magrytę-Wojdę udział wzięli wszyscy  prelegenci IV Konferencji.
Przypominam fragment wypowiedzi Joanny Rosenthall:
Znajdowanie słów jest kluczem do rozpoznawania i nazywania wewnętrznego doświadczenia oraz posiadania poczucia self. W materiale w kilku miejscach pojawiły się uwagi na temat tego, że para nie ma słów albo nie jest w stanie w nie ubrać swojego doświadczenia. […] Ja dodałabym, że nie mają emocjonalnego języka do rozumienia samych siebie i siebie nawzajem, choć wydaje się, że ruszyli w podróż służącą jego odkrywaniu. Chciałabym na koniec zacytować Evę Hoffman (1989), która w swojej autobiografii tak pisała o języku:
Lingwistyczne wywłaszczenie jest wystarczającym powodem przemocy,
ponieważ jest bliskie wywłaszczeniu z samego siebie.
Ślepa wściekłość, bezradna wściekłość jest wściekłością, której brak słów…
A gdy jest się bezustannie bez słów, gdy żyje się w entropii wynikającej z niemożności wysłowienia się,
to samo w sobie musi wywoływać doprowadzającą do wściekłości frustrację.
Jeśli wszystkie terapie są terapiami mówionymi – leczeniem przez mówienie –
wówczas może wszystkie nerwice są chorobami mowy
”.
Stanley Ruszczynski sformułował ciekawą uwagę na temat tego, że psychoanaliza nie jest tylko “leczeniem rozmową” (talking cure) ale przede wszystkim “leczeniem słuchaniem” (listening cure).
Bibliografia: Hoffman, E. (1989/1995) “ Zagubione w przekładzie”
Opracowała: Karolina Pniewska
Zdjęcie: Marcin Suchański

“Psychoanalityczna praca z parami perwersyjnymi i stosującymi przemoc”.

Miłość i nienawiść. Twórczość i destrukcja. Agresja i wewnętrzne przerażenie.

IV Konferencja poświęcona została twórczym związkom miłości i nienawiści. Pracując z parami spotykamy się jednak bardzo często z destrukcyjnym połączeniem obu tych sił, nierzadko przeradzającym się w agresję czy nawet przemoc. Psychoanalityczna terapia oferuje takim parom pomoc w postaci próby rozumienia tych zewnętrznych objawów w kontekście ich wewnętrznej dynamiki. Szukamy połączeń między widoczną destrukcyjnością i nienawiścią, a ukrytym, wewnętrznym przerażeniem oraz poczuciem bezradności i upokorzeniem.

Przeciwprzeniesienie w pracy z parami stosującymi przemoc

Podczas I Konferencji (2016), Stan Ruszczynski opowiadał nam właśnie o tym, jak można rozumieć sadomasochistyczną dynamikę w parze. Jego rozważania teoretyczne zilustrowane zostały przypadkiem klinicznym. Opisywana przez niego para trzydziestolatków doświadczyła opuszczenia ze strony rodziców oraz nadużycia. Na skutek tych doświadczeń w świecie wewnętrznym każdego z nich, nie tylko zabrakło dobrego, troskliwego obiektu, ale został też uwewnętrzniony prześladowczy obiekt wzbudzający przerażenie. Omijając szczegóły ich historii, chciałabym się tutaj skupić na refleksjach terapeuty na temat jego przeżyć w kontakcie z parą. Wydaje mi się, że takie doświadczenia może podzielać wiele osób pracujących z przemocowymi parami. Poniżej kilka cytatów z wystąpienia:
[…] Moja reakcja emocjonalna na Jane często wiązała się ze złością, ponieważ wielokrotnie umniejszała ona Johna, terapię i mnie. Początkowo odczuwałem tę złość fizycznie, w ciele, a kiedy w końcu ją sobie uświadomiłem, w przeciwprzeniesieniu poczułem się niepewny swoich kompetencji terapeutycznych, a także umniejszony przez pacjentkę, upokorzony i pełen niepokoju.
[…] “Panująca w gabinecie atmosfera sadomasochizmu bardzo utrudniała mi myślenie i utrzymanie terapeutycznego stanu umysłu. Kiedy już zdobywałem się na to, żeby wypowiedzieć jakąś swoją obserwację, byłem otwarcie lekceważony przez Jane i bardzo biernie przyjmowany przez Johna. Jane mówiła, że moje uwagi są bezsensowne albo nieważne lub też atakowała mnie za próbę podważenia jej osoby. Moje myśli i wypowiedzi były dla niej w najlepszym razie puste, ale często także toksyczne, co powodowało, że doświadczała mnie w swoim umyśle jako sadystycznego i niszczącego. John zwykł mawiać, że moje uwagi są „dość interesujące”, wyczuwałem jednak, że pozostawał przy tym niedostępny i nieporuszony. Żadne z partnerów nie miało wewnętrznego modelu troskliwego i pomocnego obiektu.
Często towarzyszyło mi poczucie dużej niepewności co do moich terapeutycznych zdolności do pracy z tą parą. Czasami wikłałem się w sadystyczne fantazje lub czułem się fizycznie niespokojny i pobudzony. Przeciwprzeniesienie było tu ważnym wskaźnikiem tego, jak para radziła sobie z lękiem i niepokojem.
Z biegiem czasu w gabinecie powstała atmosfera, w której czułem się lekceważony przez oboje partnerów, doświadczałem poczucia niemocy i beznadziei oraz obawiałem się, że moja tożsamość analityczna jest zagrożona lub już została zniszczona. Bardzo starałem się nie dać sprowokować do agresywnego komentowania, aby nie włączać się do relacji sadomasochistycznej. Kiedy indziej miałem ochotę zaatakować parę i naszą relację poprzez zakończenie terapii. W przeciwprzeniesieniu, podobnie jak para, czułem, że lęk i niepokój były emocjonalnie nie do zniesienia i można było sobie z nimi poradzić tylko poprzez podjęcie fizycznego działania.
Uświadomienie sobie tego przeciwprzeniesienia pomogło mi zrozumieć strukturę nieświadomego dopasowania małżeńskiego pary i jej relacji z obiektem. Przytłoczeni nieprzetworzonymi wewnętrznymi lękami partnerzy byli całkowicie pochłonięci przez terroryzującego ich wewnętrznego prześladowcę, którego, w ich przypadku, można było albo projektować na zewnątrz, co tworzyło atmosferę morderczości, albo identyfikować się z nim wewnętrznie, co prowadziło do autodestrukcyjnej bierności. Jane projektowała swoją bezbronność oraz lęk w Johna, i poprzez procesy projekcyjne utrzymywała go w pozycji przestraszonego i kontrolowanego tak, by nie stawiać czoła tej przerażającej bezbronności w samej sobie. John natomiast projektował swoje agresywne i silne self w Jane. On również, poprzez procesy projekcyjne, utrzymywał jej wizerunek jako agresywnej, w przeciwnym razie musiałby uświadomić sobie własną agresję i destrukcyjność, których bardzo się obawiał. To właśnie w momencie, kiedy John zaczął reagować przemocą na przemoc Jane, co zagrażało utrzymaniu dynamiki obronnego sadomasochizmu pary, partnerzy zaczęli martwić się, że związek jest w niebezpieczeństwie i zgłosili się na terapię.
[…] Skierowanie uwagi terapeuty nie tylko na złość i przemoc, ale także na ten podstawowy dla pacjentów perwersyjnych i stosujących przemoc lęk, może stać się dla nich początkiem doświadczenia psychicznego pomieszczania i mentalizacji, które są bardzo często nieobecne w strukturze psychicznej takich pacjentów”.
Mam nadzieję, że ten fragment przybliża Państwu warsztat psychoanalitycznej pracy z parami, w którym jednym z najważniejszych narzędzi jest analiza przeciwprzeniesienia.
Bibliografia: Stanley Ruszczynski, „Psychoanalityczna praca z parami perwersyjnymi i stosującymi przemoc”., tłumaczenie: Iwa Magryta – Wojda, w: Materiały Konferencyjne I Konferencji „Pracując Psychoanalitycznie z Parami”, Warszawa 2016.
Opracowanie: Karolina Pniewska

Przeszłość, przyszłość i teraźniejszość w terapii par

Psychoanalityczna psychoterapia par – wpływ przeszłości oraz nieświadomości

Podczas naszej I Konferencji w 2016 roku, Mary Morgan wygłosiła referat poświęcony podstawowym aspektom psychoanalitycznej pracy z parami. Mówiła min. o wpływie doświadczeń z przeszłości, nieświadomej dynamice, mechanizmach projekcji i introjekcji oraz kontenerującym potencjale relacji pary. Teoria została zilustrowana opisem pary, w którym możemy zobaczyć jak miłość i nienawiść ścierały się ze sobą i jak rozumienie tych procesów przez terapeutkę pozwoliło parze na twórcze połączenie ich obu oraz zakończenie terapii z sukcesem.

Miłość i nienawiść – jak pomóc parze?

Poniżej kilka wybranych cytatów, które pokazują jak można myśleć o miłości i nienawiści oraz jak korzystać z tego rozumienia w pracy z parą. Wyjściowo w tej parze cała miłość umieszczona była w mężu, nienawiść w żonie.

[…]Wybrałam tę parę ze względu na jeden kluczowy aspekt pracy z nimi – była nim ich trudność w radzeniu sobie z miłością i nienawiścią. Pokażę jak problem ten w relacji dwojga ludzi może znajdować swój wyraz w systemie projekcyjnym. 45-letnia Kay i 55-letni David byli małżeństwem od 5 lat. Dla Davida było to drugie małżeństwo. Jego pierwsza żona zmarła 10 lat wcześniej na raka. Miał z tego związku dwoje dzieci w wieku dwudziestu paru lat.

Gdy spotkałam się z nimi po raz pierwszy, uderzyła mnie przede wszystkim gorycz Kay. Była wściekła, miała poczucie, że związek jest w rozsypce i mówiła, że lepiej by jej było, gdyby była sama. Następnie krzycząc, zaczęła opowiadać, że widziała się już ze swoim lekarzem, bo czuje, że jest bliska załamania. David był bardzo zaniepokojony. Nie mógł zrozumieć, jak to się stało, że sytuacja zrobiła się taka zła, obawiał się, że być może coś między nimi nieodwracalnie się zepsuło. Mówił, że kocha Kay i że nie może znieść patrzenia na nią w takim stanie. Para wydawała się przeżywać traumę. Gdy Kay zaczęła płakać, David wyciągnął do niej rękę, chcąc ją pocieszyć, ale ona ze złością go odepchnęła. Był to szokujący moment, który sprawił, że sama zaczęłam z dużą ostrożnością myśleć o wychodzeniu do niej z pomocą.
[…]Jak to się często zdarza w pracy z parami, czułam, że moja przeciwprzeniesieniowa reakcja na partnerów jest niesymetryczna. Żal mi było Davida, który stracił swoją pierwszą żonę, stał przed ryzykiem utraty drugiej i niesamowicie martwił się o swoje dzieci. Kay natomiast była tak szorstka, wrogo nastawiona i nieskora do dawania, że zastanawiałam się, czy będę w stanie nawiązać z nią emocjonalny kontakt.
Coś jednak musiało się później wydarzyć. Myślę, że zadziałała po prostu stałość settingu i fakt, że choć nie byłam w stanie nawiązać z Kay głębszego kontaktu, jednocześnie nie dawałam się jej odepchnąć. Po kilku miesiącach terapii poczuła się na tyle bezpiecznie, by powiedzieć mi, że w relacji z Davidem „po raz pierwszy w całym swoim życiu pozwoliła sobie poczuć ekscytację”. Zastanawiałam się, co było dla niej tak ekscytujące. Odpowiedziała, że znalazła „miłość”. Zabrzmiało to tak, że na chwilę wszyscy zamilkliśmy. Po kilku minutach powiedziałam, że być może mówi Davidowi i mnie o odnalezieniu zdolności do kochania i bycia kochanym.
[…]Widzimy, że w przypadku tej pary nieświadome przekonanie, że miłość i nienawiść są czymś niebezpiecznym zostało podważone w relacji poprzez doświadczenie drugiej osoby. Pojawił się inny rodzaj kontaktu z tymi silnymi uczuciami, od których przez większość życia oboje trzymali się z dala. Jak zauważa Ogden (1979),
„jeśli odbiorca projekcji potrafi poradzić sobie z wyprojektowanymi 'w’ niego uczuciami w sposób inny od stosowanego przez projektującego, powstają nowe uczucia, które można uznać za 'przetworzoną’ wersję tych pierwotnie wyprojektowanych. Częścią tych nowych uczuć może być poczucie, że z wyprojektowanymi uczuciami, myślami i reprezentacjami można żyć bez uszkadzania innych aspektów self oraz wartościowych obiektów zewnętrznych i wewnętrznych”.
[…]Dzięki zrozumieniu tkwiących w przeszłości źródeł lęków każdego z nich, które odżyły na nowo w teraźniejszości, ich system projekcyjny uległ rozluźnieniu. Równolegle nastąpiła zmiana zarówno w ich relacji przeniesieniowej wobec mnie, jak i w moim przeciwprzeniesieniu. Gdy Kay poczuła się w kontakcie ze mną bezpieczniej, zaczęłam czuć zniecierpliwienie i irytację na Davida. Dlaczego nie jest bardziej stanowczy wobec dzieci? Dlaczego to on musi być zawsze tym łagodnym, jak gdyby to do niego należały wszystkie dobre aspekty, a Kay może tylko narzekać i krytykować? David był oczywiście przerażony, że wyrażona wobec którejś z nas złość byłaby niszcząca.
Przełomowy moment nastąpił po kilku miesiącach pracy, gdy zauważyłam, że Kay niespodziewanie okazała ciepłe uczucia dzieciom Davida. Gdy zwróciłam jej na to uwagę, zdała sobie sprawę, że zaskoczyła samą siebie – nie miała takiego zamiaru. Kay, co prawda nie czuła się w tej nowej sytuacji zbyt bezpiecznie, ale miałam wrażenie, że odczuwała jednak odrobinę przyjemności z uwolnienia się od sztywnej roli w relacji z nimi – od bycia nienawistnym opuszczającym obiektem. Był to początek rozluźniania się systemu projekcyjnego oraz rozwoju bardziej realistycznego kontaktu z miłością i nienawiścią, a także integracji tych uczuć w każdym z nich.”
Bibliografia: Mary Morgan „Kluczowe aspekty psychoterapii psychoanalitycznej par: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość”, tłumaczenie: Barbara Suchańska, w: Materiały konferencyjne I Konferencji “Pracując Psychoanalitycznie z Parami”, Warszawa 2016.
Opracowanie : Karolina Pniewska

Jak zaczęła się psychoanalityczna terapia par w Tavistock Relationships?

Londyńska klinika Tavistock Relationships, źródło naszej nieustającej inspiracji, obchodziła w 2018 roku 70-lecie powstania.

Jej historię w 1948 rozpoczęła Enid Eicholtz (później Balint) od „małego projektu” skierowanego do par. Mężowie i żony, którzy w powojennym okresie borykali się z bagażem lat spędzonych oddzielnie, z samotnością i zdradami, mogli przyjść i porozmawiać o swoich trudnościach z konsultantką. Zapotrzebowanie na pomoc okazało się tak duże, że szybko dołączyli kolejni specjaliści z renomowanej Tavistock Clinic: Michael Balint, Donald Winnicott, John Bowlby, a projekt zamienił się w Tavistock Institute of Marital Studies.

W nawiązaniu do tematu IV Konferencji, jej powstanie moglibyśmy rozumieć jako twórczą odpowiedź na ból rodzin, które ucierpiały w wyniku II Wojny Światowej. W takim właśnie kontekście narodziła się psychoanalityczna terapia par.
Wszyscy brytyjscy prelegenci naszych konferencji związani są z Tavistock Relationships. O jej historii w załączonym krótkim materiale mówi prof. Brett Kahr, prelegent IV Konferencji.
Organizatorzy:

 

 

 

Content | Menu | Access panel