Mary Morgan: Myśli na temat praktyki terapeutycznej w czasie Covid 19

W sytuacji pandemii będącej obecnie w centrum życia każdego z nas, psychoterapeuci musieli nagle zmienić swoją dotychczasową praktykę i zacząć pracować zdalnie.

Większość terapeutów, gdy już nawet udaje im się przezwyciężyć wyzwania technologiczne, odkrywa, że ten rodzaj pracy jest inny, wymagający, bardziej wyczerpujący, ale jednocześnie niesie za sobą ciekawy materiał – być może taki, który nie mógłby się pojawić podczas spotkania twarzą w twarz.

Ustanawianie settingu

Ustanawianie settingu jest ciekawe. Nie jest on już czymś, o co terapeuta może sam zadbać i czym może zarządzać, teraz to para musi znaleźć na swoją terapię miejsce gwarantujące prywatność i z dala od dzieci. Dla części z nich jest to niemożliwe i muszą wymieniać się, będąc raz z terapeutą, raz z dziećmi. Inne pary znajdują oddzielną przestrzeń, ale ku zgrozie terapeutów jest nią ich łóżko, w którym siedzą ubrani w pidżamy! Trzeba na nowo zastanowić się nad pytaniem, co jest stosowne a co nie. Być może w porządku jest to, by partnerzy mieli ze sobą kubki z kawą, ale już nie to, by był to kieliszek wina albo by rozmawiali ze swojego łóżka czy byli ubrani w coś innego niż dzienne stroje. W gruncie rzeczy, terapeuta pełni więc nadal rolę kogoś zarządzającego settingiem i pomagającego w tym parze.

To samo dotyczy nas, terapeutów – niektórzy terapeuci mówią o pokusie ubrania się mniej formalnie, picia kawy czy nawet sprawdzania maili. Przypomina nam to jednak tylko, że celem utrzymania zewnętrznego settingu jest stworzenie settingu wewnętrznego, umożliwienie obserwowania, słuchania, myślenia i doświadczania swojego przeciwprzeniesienia – co jest kluczowym elementem naszej pracy.

Co widzimy?

Terapeuci przenoszący się z kliniki do domu zapraszają pacjentów do swojej prywatnej przestrzeni, a ci z kolei zapraszają ich do swojej. Może to być dla obu stron intrygujące i żeby nie ingerować zbyt mocno w parę musimy wykazać się uważnością w zapewnieniu tak neutralnego settingu jak to możliwe. Wciąż jednak jest wrażenie odmienności. Jeśli terapeuta i pacjenci siedzą przy swoich biurkach przed komputerem, nagle wszyscy są bardzo blisko, znacznie bliżej niż by to miało miejsce w gabinecie. To, na co patrzy terapeuta jest ograniczone obrazem na ekranie. Może też mieć przed sobą swój obraz, na który może nie chcieć patrzeć przez cały dzień i nigdy by tego nie robił w trakcie spotkania twarzą w twarz. Widzi teraz to, co widzi para, a para widzi to, co widzi on. Jest to coś dość dziwnego i odmiennego. Ciekawe jest też to, jak para korzysta z ekranu – słyszałam o parach, w których jedno z partnerów siedzi z twarzą niemal w ekranie, podczas gdy drugie znika gdzieś z boku. Jak możemy to rozumieć? Czy jest to zintensyfikowany wyraz przeniesienia z pary na terapeutę, odzwierciedlenie tego, co się dzieje między partnerami i jaki rodzaj przeciwprzeniesienia wzbudza to w terapeucie? Teraz to, co interpretujemy musi obejmować również to, co pary pokazują nam poprzez sposób korzystania z technologii.

Zaakceptowanie, że jest inaczej

Kontynuując ten nowy i mam nadzieję tymczasowy sposób pracy, coraz bardziej czuję, jak ważne jest zaakceptowanie tego, że jest on inny od pracy twarzą w twarz, że nie jesteśmy w stanie wiernie odtworzyć tego, co robiliśmy dotychczas. Wielu terapeutów opisuje to jako wyczerpujące doświadczenie. Może tak być częściowo ze względu na nowość tego sposobu pracy i potrzebę czasu na odnalezienie się w niej. Nie jest to jednak to samo, brakuje niektórych aspektów – fizycznej obecności i sygnałów, drogi na sesję wraz ze wszystkimi wolnymi skojarzeniami pojawiającymi się w miarę zbliżania się do kliniki lub gabinetu, korzystania z toalety i tego, jaką to pełni, poza fizjologiczną, funkcję, siedzenia w fotelu terapeuty lub leżenia na kozetce, znajomego widoku, czyli wszystkiego, co w jakiejś mierze pełni funkcję kontenerującą. Są też jednak pewne zalety. Jeden z  pacjentów, który spóźniał się na każdą sesję twarzą w twarz, teraz pojawia się na czas i wreszcie ma doświadczenie pełnej godziny analitycznej, część pacjentów odbiera pracę on-line jako bardziej intymną, inni jako bardziej obcą i stwarzającą dystans, a niektórzy terapeuci zauważają, że ten nowy setting doprowadza do pojawiania się jakiegoś innego i użytecznego materiału.

Nie sądzę, by większość z nas miała zdecydować się na kontynuowanie pracy w ten sposób, gdy już będziemy mogli wrócić do praktyki osobistej, ale przypuszczam, że wszyscy będziemy mieli w tym czasie ciekawe i pobudzające do myślenia doświadczenia.


Tłumaczenie: Barbara Suchańska

Photo by Thought Catalog on Unsplash